Blog dla pasjonatów motoryzacji
niedziela, 30 marca 2014
Reklama: Lancia Lybra

Harrison Ford, piękna nieznajoma z bronią, bandyci i Lancia Lybra. Zapraszam do oglądania... 

11:07, maciekgn
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 marca 2014
Notka specjalna: CNG konkurencja dla LPG?

Media i politycy ciągle straszą - nas kierowców - podwyżkami cen benzyny i ropy. Ratunkiem okazuje się tankowanie LPG, ale w niedalekiej przyszłości to również będzie nieopłacalne...Zatem co dalej? Otóż z pomocą mogą przyjść samochody wyposażone w instalację CNG.

Co oznacza CNG? Jest to skrót z j. angielskiego Compressed Natural Gas, czyli sprężony gaz ziemny. Na świecie jeździ ponad 18 milionów pojazdów napędzanych CNG. Prym wiodą kraje azjatyckie: Iran, Pakistan, Indie, Chiny i Tajlandia. Gaz ziemny popularny jest także w Ameryce Łacińskiej: Argentyna, Brazylia, Kolumbia i Peru. W Europie natomiast we Włoszech i Niemczech. Dodajmy, że na "Starym Kontynencie" wiele autobusów miejskiej komunikacji jest napędzanych CNG. 

Jak wygląda sytuacja w Polsce? Niestety niezbyt dobrze. Obecnie po naszych drogach porusza się ponad 3 tysiące pojazdów CNG. Największym problemem jest niedobór stacji z gazem ziemnych. W Polsce funkcjonują tylko 24 stacje. 

Przejdźmy do zalet. Pomijając kwestie ekologii, gaz ziemny jest tani. Metr sześcienny tego paliwa w Polsce kosztuje 3,30 zł. CNG podobnie jak benzyna i ropa z roku na rok drożeje. Dla porównania w 2003 metr sześcienny gazu ziemnego kosztował 1,20 zł!

Pozostaje czekać na nowe stacje...

 

19:02, maciekgn
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 marca 2014
Wywiad z Piotrem "Hiobem" Jaskiernią

 

Piotr Jaskiernia znany jako Trucker Hiob mieszka od ponad 30 lat w USA. Jest zawodowym kierowcą ciężarówek z Charlotte w stanie Karolina Północna. Mimo ciężkiej pracy Hiob znajduje czas na rozwijanie swoich pasji. W jego życiu istotną rolę odgrywa ewangelizacja. 

Piotr Jaskiernia jest aktywnym Internautą:

Katolik.us

Trucker Hiob - kanał na YouTube  

W sieci znajdziecie wiele artykułów/filmów Truckera. Dodajmy, że Hiob był gościem wielu programów m.in. TVN Turbo czy TV Religia.

Zapraszam do lektury naprawdę interesującego wywiadu z Piotrem Jaskiernią...

W Internecie znany jest Pan jako Trucker Hiob. Skąd ten biblijny przydomek?

Trochę to jest przypadek, choć z drugiej strony ja w przypadki nie wierzę. Moja przygoda z Netem zaczęła się od czatów. Byłem nałogowym czatoholikiem i nieraz całą noc przesiedziałem przed kompem dyskutując z innymi ludźmi na różne, najczęściej związane z wiarą tematy. A ponieważ były to zwykle czaty chrześcijańskie, rejestrowałem się jako jakaś postać związana z wiarą. Albo jako Kefas, albo Jonasz, albo Hiob, albo jeszcze inna biblijna postać.
Gdy wróciłem z Polski w 2002 roku, by współuczestniczyć w ostatniej, jak się potem okazało, papieskiej pielgrzymce do Ojczyzny, po powrocie opowiadałem wszystkim na czatach o moich wspaniałych przeżyciach. Ale gdy się mnie zapytała o wrażenia kolejna osoba powiedziałem, że zamiast opowiadać w kółko to samo po prostu opiszę to i poślę mailem każdemu, kto jest zainteresowany.
Gdy skończyłem ten opis, jakiś chłopak z czata powiedział, że jak mu podeślę kilka fotek i może jakiś inny tekst jak mi się uda go napisać, zrobi mi moją własną stronkę w necie. Ja już miałem inny tekst, napisany nie dla publikacji w Necie, ale dla mnie samego, bo miałem poprowadzić spotkanie polegające na studiowaniu Pisma Świętego, więc posłałem obydwa teksty Wicusiowi plus parę fotek i za parę minut miałem swoją własną stronkę w necie.
Ponieważ tego dnia zarejestrowałem się jako "hiob", to Wicuś dał taki adres mojej stronce. Ona już nie istnieje, ale miała adres "hiob.prv.pl" I w taki sposób zostałem hiobem na dobre. Teraz, będąc dumnym "właścicielem portalu w Internecie" zawsze się rejestrowałem jako "hiob".
A dlaczego Hiob? Dlaczego w ogóle się zalogowałem tamtego dnia jako hiob? To się kojarzy raczej negatywnie, z "hiobowymi wieściami" itp. Mnie jednak Hiob kojarzy się z czymś zupełnie przeciwnym. To nie Hiob nam dawał złe wieści, to jemu takie wieści przynoszono. A Hiob nam daje same dobre wieści. Pokazuje nam jak wielka jest jego wiara i zaufanie do Boga.
Hiob kojarzy się nam z cierpieniem i być może dlatego nie lubimy tej postaci, ale cierpienie do nas przyjdzie. Każdy z nas będzie miał, albo już miał, albo ma teraz to doświadczenie. I nie ma się co tego obawiać. Bez sensu jest zastanawianie się "dlaczego ja", bo co nam to da? A dlaczego NIE ja? Skoro Jezus cierpiał, a my mamy Go naśladować, to czy nie powinniśmy dziękować Bogu za ten dar?
Hiob nas uczy, że nawet, gdy się nam świat wali, nawet, gdy się wszystko sypie, gdy nie wiemy co się dzieje, gdy dopadną nas trudności finansowe, gdy popadamy w chorobę, jest zawsze Ktoś, na kogo możemy liczyć i Kto nas nigdy nie zawiedzie. Możemy Mu ofiarować nasze cierpienie i zjednoczyć się z Nim w Jego cierpieniu, "dopełniając braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół", jak uczy św. Paweł w Kol 1,24.
To chyba tyle, co można by powiedzieć na temat mojego nicka. Podsumowując, Hiob, ten biblijny, po prostu mi imponuje swoją niezachwianą wiarą i bezgrzesznością. 

Obecnie jest Pan posiadaczem pięknych wozów marki Audi oraz BMW. Jaki był Pana pierwszy samochód? 

Moim pierwszym własnym samochodem był ich główny rywal, Mercedes. Gdy skończyłem trzecią klasę liceum (wtedy liceum było czteroletnią szkołą, po ośmioletniej podstawówce), całe wakacje pracowałem właśnie na samochód. Zaoszczędziłem 4 tysiące złotych, a to była dość mizerna suma. Nowa Skoda, czy Wartburg kosztowały 120 tysięcy i były nie do zdobycia, poza giełdą, gdzie były ciągle o kilkadziesiąt tysięcy droższe. Każdy jeżdżący samochód, nawet Syrena, czy Trabant, kosztował znacznie więcej, niż te moje 4 tysiące. Za taką sumę można było kupić na targowisku co najwyżej Salamandry, NRD-owskie buty zimowe. Ale udało się mi znaleźć kompletnego, choć nie jeżdżącego Mercedesa 170V z 1936 roku, którego właściciel pozbył się za tę sumę, a ja, przy finansowej pomocy rodziców doprowadziłem go do stanu "na chodzie". Nigdy nie stał się on w pełni niezawodnym autem, bagażnik miał wypełniony częściami zapasowymi i narzędziami i często na drodze musiałem bawić się w mechanika, ale był to mój pierwszy, prawdziwy samochód. Był to też pierwszy samochód w naszej rodzinie, bo mój tata odebrał swoje pierwsze auto dopiero dwa lata później, Fiacika 126p i wtedy sprzedałem swojego Mercedesa "aresztując" samochód taty. Nawiasem mówiąc dziś żałuję, że się pozbyłem tego pięknego Mercedesa. 

Na kanale Trucker Hiob znajdziemy dużo filmów na temat Pana BMW. Od dawna jest Pan miłośnikiem tej marki? 

W Krakowie, niedaleko miejsca, gdzie mieszkałem, w latach sześćdziesiątych, ktoś posiadał przedwojennego BMW 328, pięknego, dwuosobowego kabrioleta i często go widywałem. Po mistrzostwach świata w Niemczech w 74 roku dwóch wiślaków, Szymanowski i Kmiecik, przywieźli do Krakowa piękne BMW 2002ti. Kilka lat później kolega kupił BMW 520 i miałem okazję przejechać się tym samochodem - byłem zdumiony jakością i właściwościami trakcyjnymi tego auta. Tak więc od dziecka mnie ta marka fascynowała. Jednak dopiero BMW serii "M" stały się przedmiotem mojego pożądania i trzy lata temu udało mi się zrealizować moje marzenie - zostałem właścicielem pięknego BMW M3 e90 z roku 2008. 

Jest Pan zawodowym kierowcą, który na co dzień porusza się po amerykańskich drogach. Czy mógłby Pan opisać styl jazdy Amerykanów?

Większość Amerykanów jeździ bardzo defensywnie. Przyzwyczajeni do wszechobecnych autostrad unikają wyprzedzania, gdy im przyjdzie jechać zwykłą szosą. Nie ryzykują, są bardzo konserwatywni za kierownicą i nie denerwują się wolniejszymi pojazdami. Oczywiście są wyjątki i są miejsca, gdzie się jeździ inaczej, na przykład miasto Nowy Jork. W Stanach jeżdżą wszyscy, od nastolatków (w niektórych stanach nie trzeba mieć nawet 16 lat, by uzyskać prawo jazdy) po 90-letnich seniorów, więc często spotyka się kierowców wręcz przesadnie ostrożnych, bo albo brak im jeszcze doświadczenia, albo podeszły wiek ogranicza ich reakcje. Zdarzają się jednak też, jak wszędzie, kierowcy agresywni i bezmyślni, np. wyprzedzający ciężarówkę 50 metrów przed zjazdem z autostrady po to tylko, by z niej zaraz zjechać. Manewr niebezpieczny i bezsensowny, bo zyskają na tym parę sekund, a narażają siebie i kierowcę trucka. 

Jakiś czas temu sprowadził Pan z ojczyzny Fiata 126p z 1988 roku. Skąd ten pomysł?

Po sprzedaniu Mercedesa jeździłem przez kilka lat Fiatem 126p. Tata miał dwa takie samochody, ale sam nimi nie jeździł. ja byłem domowym kierowcą, a po ślubie i wyprowadzce z domu rodziców, zabrałem maluszka do siebie. Pozostał sentyment do tego autka i dziś używam go na co dzień, z wielką radością. Jazda maluchem sprawia mi co najmniej taką frajdę, jak jazda 600-konnym BMW. 

Czy jest Pan jedynym właścicielem Malucha w Stanach Zjednoczonych?

Nie, jest tutaj kilka tych samochodów. Jest jakiś w Kalifornii, w Maryland, są też na Florydzie, w Chicago, New Jersey i Nowym Jorku. W niektórych z tych miejsc mogą być nawet po dwa. Przypuszczam, że może ich być koło dziesięciu. Niedawno skontaktował się ze mną pewien Amerykanin z New Jersey, który poznał dziewczynę z Polski, odwiedził ją i gdy był w naszej ojczyźnie, jeździł Fiatem 126p. Zakochał się w tym autku i też go chce sprowadzić do USA, więc najprawdopodobniej będzie jeszcze jeden. 

Jakie auto robi na Panu największe wrażenie? Może widział Pan takie w Stanach Zjednoczonych?

Jest wiele samochodów na widok których szybciej mi bije serce. Mam wrażenie, że każdy rok przynosi nam nowe pojazdy, których osiągi przekraczają niewyobrażalne wręcz dotąd granice, a nowe technologie umożliwiają to, co się d niedawna wydawało niemożliwe. Hybrydy, które kojarzyły się nam z nudnymi jak flaki z olejem, "zielonymi" samochodami, jak Toyota Prius, teraz zaczynają funkcjonować w najbardziej ekstremalnych maszynach i to funkcjonują wręcz rewelacyjnie. Takie auta, jak Ferrari LaFerrari, Porsche 918, czy McLaren P1 zdają się łamać prawa fizyki. Auta te są w stanie osiągnąć 200 km/h w czasie poniżej siedmiu sekund, a przecież ja pamiętam takie czasy, gdy nawet najszybsze samochody miały problem z osiąganiem w takim czasie 100 km/h. Legendarna Lamborghini Miura P400 potrzebowała 7,2 sekundy by osiągnąć pierwszą setkę, a dziś wiele rodzinnych sedanów, takich, jak Toyota Camry, czy Honda Accord, z sześciocylindrowymi silnikami, bez trudu rozpędza się szybciej.
Innym samochodem, który robi na mnie niesamowite wrażenie, to Tesla, model S. Pierwszy elektryczny samochód, jaki bym pragną posiadać. Komfort jazdy, osiągi i cena porównywalne z samochodami klasy BMW 5, czy Mercedes E, ale jazda praktycznie za darmo.
Tesle spotyka się na drogach, widuje się tu też sporo "egzotyków", choć nie są to zazwyczaj auta takie, jak Bugatti, LaFerrari, czy McLaren. Problemem bowiem z egzotykami jest to, że są w codziennym użytkowaniu bardzo niepraktyczne. Dlatego lepiej się sprawdza coś takiego, co stoi w moim garażu - czterodrzwiowy, praktyczny samochód z 600-konnym silnikiem. Można nim jechać na zakupy i z rodziną na wyjazd za miasto, a osiągi ma takie, o jakich Miura mogła tylko marzyć, a Countach, czy Ferrari 430 musialy by się bardzo starać, by mu dotrzymać kroku. 

W Polsce dochodzi do wielu wypadków samochodowych z udziałem młodych i niedoświadczonych kierowców. Na koniec wywiadu, co powiedziałby Pan początkującym kierowcom?

Drogi publiczne to nie są gry komputerowe i gdy nam coś nie wyjdzie to często skutki tego są tragiczne. Nie ryzykujemy, że się nam zapali napis "Game Over", ryzykujemy nasze i czyjeś życie. Dziś samochody są bardzo szybkie, a nikt nie powinien jechać szybciej, niż potrafi latać jego anioł stróż. Młodzi kierowcy zapominają często, że jazda autem nie polega tylko na dodawaniu gazu. Samochód musi też być w stanie skręcić i się zatrzymać, ale to może robić tylko w zgodzie z prawami fizyki. Jeśli nawet auto ma doskonale hamulce i z prędkości 100 km/h wyhamuje do zera na 35 metrach, to nie znaczy, że z 200 km/h zatrzyma się na 70 metrach. Dwukrotne zwiększenie prędkości daje nam czterokrotne zwiększenie odległości potrzebnej do zatrzymania auta. Czyli gdy jedziemy doskonałym samochodem, z wspaniałymi hamulcami, 200 km/h i zaczynamy hamować, to po stu metrach nadal jedziemy 100 km/h. A ilu z młodych kierowców ma takie auta? Niejeden z pojazdów jeżdżących po naszych ulicach potrzebuje dwa razy więcej miejsca, by zwolnić do setki. A przecież sto, gdy mamy wypadek, to ciągle jest prędkość, która zabija. Zatem rada jest tylko jedna: Trzeba myśleć i jeździć defensywnie. Zawsze spodziewać się najgorszego, zawsze mieć ograniczone zaufanie i spodziewać się, że wyprzedzane auto skręci nam przed nosem w lewo, a zza zakrętu wyjedzie tir. Bo prędzej, czy później nam się to przydarzy.

Przyjemność z jazdy można czerpać nawet w małym fiacie, a ryzykować nie można nigdy. Można bowiem złamać swoje życie i unieszczęśliwić na zawsze inne osoby. Wystarczy jeden raz, wystarczy jedna głupia decyzja. Naprawdę nie warto. 

Dziękuję za poświęcony czas.  

 

 

 

10:43, maciekgn , Wywiady
Link Komentarze (1) »
sobota, 22 marca 2014
Koncepty: Volvo Tundra

Koncept został opracowany przez włoskie studio Bertone w 1979 roku. Jednakże nowy pojazd zbudowano na podstawie znanego modelu 343. 

Samochód był przeszklony i bardzo kanciaty. Cała stylistyka wyprzedzała ówczesne trendy w motoryzacyjnej stylistyce. Kosmiczny design królował również we wnętrzu. Bertone zrezygnowało z tradycyjnych zegarów na rzecz pełnej digitalizacji.

Pod maską Tundry pracował silnik z modelu 343. Wspomniana jednostka o pojemności 1,4 litra generowała moc 70 KM. Pozwalało to osiągnąć prędkość 160 km/h.

Niestety koncept Bertone nie spodobał się przedstawicielom Volvo. Samochód był zbyt nowoczesny i za bardzo odbiegał od linii przyjętej przez Szwedów.

Jednak Tundrą nie pogardzili Francuzi. Projekt został zakupiony przez Citroena. I tak narodził się hitowy model BX...

 

Ukryte reflektory oraz nietypowy grill

W całej krasie 

Na desce projektanta

Wnętrze

 

 

 

17:27, maciekgn
Link Komentarze (2) »
Uwaga! Wkrótce wywiad z Piotrem Jaskiernią znanym jako Trucker Hiob

Piotr Jaskiernia obok ciężarówki marki Volvo. 

09:06, maciekgn
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 marca 2014
DKW Schnellaster - piękny protoplasta

Zanim rynek minivanów opanowały takie modele jak: Zafira, Scenic czy Voyager, firma DKW 50 lat wcześniej zaprezentowała swój pojazd. Tym modelem był Schnellaster, który wszedł do produkcji w 1949 roku.

Pudełkowaty samochód z aerodynamiczną maską występował w dwóch postaciach: jako dostawczy van oraz rodzinny minivan. Ta ostatnia kategoria była praktycznie nowością w branży motoryzacyjnej.

W ciągu całej produkcji wytwarzano 4 rodzaje silników: 0,7 litra o zróżnicowanych mocach, 0,8 litra oraz 0,9 litra. W najsłabszych wersjach auto rozpędzało się tylko do 60 km/h.

Schnellaster produkowano również w Hiszpanii. W 1963 roku rozpoczęto tam wytwarzanie całkiem nowej wersji F1000 L. Niestety stylistyka tego wozu była koszmarna. Pod maską wozu znalazł się silnik DKW o pojemności 1 litra. Później owa jednostka została zastąpiona przez silnik diesla maki Mercedes.

Warto wspomnieć, iż DKW powstawał bez licencji w Argentynie do późnych lat 70. XX wieku.

 

 Model z lat 1949-1962. Wersja minivan

 

Wersja van z 1956 roku

Hiszpańskie DKW

Przekrój DKW

Wersja pick-up

Prospekt reklamowy przedstawiający wszystkie odmiany DKW

 

Prospekt reklamowy wersji van

 

 

 

 

 


12:43, maciekgn
Link Dodaj komentarz »
bloggin.pl
zBLOGowani.pl