Blog dla pasjonatów motoryzacji
poniedziałek, 24 marca 2014
Wywiad z Piotrem "Hiobem" Jaskiernią

 

Piotr Jaskiernia znany jako Trucker Hiob mieszka od ponad 30 lat w USA. Jest zawodowym kierowcą ciężarówek z Charlotte w stanie Karolina Północna. Mimo ciężkiej pracy Hiob znajduje czas na rozwijanie swoich pasji. W jego życiu istotną rolę odgrywa ewangelizacja. 

Piotr Jaskiernia jest aktywnym Internautą:

Katolik.us

Trucker Hiob - kanał na YouTube  

W sieci znajdziecie wiele artykułów/filmów Truckera. Dodajmy, że Hiob był gościem wielu programów m.in. TVN Turbo czy TV Religia.

Zapraszam do lektury naprawdę interesującego wywiadu z Piotrem Jaskiernią...

W Internecie znany jest Pan jako Trucker Hiob. Skąd ten biblijny przydomek?

Trochę to jest przypadek, choć z drugiej strony ja w przypadki nie wierzę. Moja przygoda z Netem zaczęła się od czatów. Byłem nałogowym czatoholikiem i nieraz całą noc przesiedziałem przed kompem dyskutując z innymi ludźmi na różne, najczęściej związane z wiarą tematy. A ponieważ były to zwykle czaty chrześcijańskie, rejestrowałem się jako jakaś postać związana z wiarą. Albo jako Kefas, albo Jonasz, albo Hiob, albo jeszcze inna biblijna postać.
Gdy wróciłem z Polski w 2002 roku, by współuczestniczyć w ostatniej, jak się potem okazało, papieskiej pielgrzymce do Ojczyzny, po powrocie opowiadałem wszystkim na czatach o moich wspaniałych przeżyciach. Ale gdy się mnie zapytała o wrażenia kolejna osoba powiedziałem, że zamiast opowiadać w kółko to samo po prostu opiszę to i poślę mailem każdemu, kto jest zainteresowany.
Gdy skończyłem ten opis, jakiś chłopak z czata powiedział, że jak mu podeślę kilka fotek i może jakiś inny tekst jak mi się uda go napisać, zrobi mi moją własną stronkę w necie. Ja już miałem inny tekst, napisany nie dla publikacji w Necie, ale dla mnie samego, bo miałem poprowadzić spotkanie polegające na studiowaniu Pisma Świętego, więc posłałem obydwa teksty Wicusiowi plus parę fotek i za parę minut miałem swoją własną stronkę w necie.
Ponieważ tego dnia zarejestrowałem się jako "hiob", to Wicuś dał taki adres mojej stronce. Ona już nie istnieje, ale miała adres "hiob.prv.pl" I w taki sposób zostałem hiobem na dobre. Teraz, będąc dumnym "właścicielem portalu w Internecie" zawsze się rejestrowałem jako "hiob".
A dlaczego Hiob? Dlaczego w ogóle się zalogowałem tamtego dnia jako hiob? To się kojarzy raczej negatywnie, z "hiobowymi wieściami" itp. Mnie jednak Hiob kojarzy się z czymś zupełnie przeciwnym. To nie Hiob nam dawał złe wieści, to jemu takie wieści przynoszono. A Hiob nam daje same dobre wieści. Pokazuje nam jak wielka jest jego wiara i zaufanie do Boga.
Hiob kojarzy się nam z cierpieniem i być może dlatego nie lubimy tej postaci, ale cierpienie do nas przyjdzie. Każdy z nas będzie miał, albo już miał, albo ma teraz to doświadczenie. I nie ma się co tego obawiać. Bez sensu jest zastanawianie się "dlaczego ja", bo co nam to da? A dlaczego NIE ja? Skoro Jezus cierpiał, a my mamy Go naśladować, to czy nie powinniśmy dziękować Bogu za ten dar?
Hiob nas uczy, że nawet, gdy się nam świat wali, nawet, gdy się wszystko sypie, gdy nie wiemy co się dzieje, gdy dopadną nas trudności finansowe, gdy popadamy w chorobę, jest zawsze Ktoś, na kogo możemy liczyć i Kto nas nigdy nie zawiedzie. Możemy Mu ofiarować nasze cierpienie i zjednoczyć się z Nim w Jego cierpieniu, "dopełniając braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół", jak uczy św. Paweł w Kol 1,24.
To chyba tyle, co można by powiedzieć na temat mojego nicka. Podsumowując, Hiob, ten biblijny, po prostu mi imponuje swoją niezachwianą wiarą i bezgrzesznością. 

Obecnie jest Pan posiadaczem pięknych wozów marki Audi oraz BMW. Jaki był Pana pierwszy samochód? 

Moim pierwszym własnym samochodem był ich główny rywal, Mercedes. Gdy skończyłem trzecią klasę liceum (wtedy liceum było czteroletnią szkołą, po ośmioletniej podstawówce), całe wakacje pracowałem właśnie na samochód. Zaoszczędziłem 4 tysiące złotych, a to była dość mizerna suma. Nowa Skoda, czy Wartburg kosztowały 120 tysięcy i były nie do zdobycia, poza giełdą, gdzie były ciągle o kilkadziesiąt tysięcy droższe. Każdy jeżdżący samochód, nawet Syrena, czy Trabant, kosztował znacznie więcej, niż te moje 4 tysiące. Za taką sumę można było kupić na targowisku co najwyżej Salamandry, NRD-owskie buty zimowe. Ale udało się mi znaleźć kompletnego, choć nie jeżdżącego Mercedesa 170V z 1936 roku, którego właściciel pozbył się za tę sumę, a ja, przy finansowej pomocy rodziców doprowadziłem go do stanu "na chodzie". Nigdy nie stał się on w pełni niezawodnym autem, bagażnik miał wypełniony częściami zapasowymi i narzędziami i często na drodze musiałem bawić się w mechanika, ale był to mój pierwszy, prawdziwy samochód. Był to też pierwszy samochód w naszej rodzinie, bo mój tata odebrał swoje pierwsze auto dopiero dwa lata później, Fiacika 126p i wtedy sprzedałem swojego Mercedesa "aresztując" samochód taty. Nawiasem mówiąc dziś żałuję, że się pozbyłem tego pięknego Mercedesa. 

Na kanale Trucker Hiob znajdziemy dużo filmów na temat Pana BMW. Od dawna jest Pan miłośnikiem tej marki? 

W Krakowie, niedaleko miejsca, gdzie mieszkałem, w latach sześćdziesiątych, ktoś posiadał przedwojennego BMW 328, pięknego, dwuosobowego kabrioleta i często go widywałem. Po mistrzostwach świata w Niemczech w 74 roku dwóch wiślaków, Szymanowski i Kmiecik, przywieźli do Krakowa piękne BMW 2002ti. Kilka lat później kolega kupił BMW 520 i miałem okazję przejechać się tym samochodem - byłem zdumiony jakością i właściwościami trakcyjnymi tego auta. Tak więc od dziecka mnie ta marka fascynowała. Jednak dopiero BMW serii "M" stały się przedmiotem mojego pożądania i trzy lata temu udało mi się zrealizować moje marzenie - zostałem właścicielem pięknego BMW M3 e90 z roku 2008. 

Jest Pan zawodowym kierowcą, który na co dzień porusza się po amerykańskich drogach. Czy mógłby Pan opisać styl jazdy Amerykanów?

Większość Amerykanów jeździ bardzo defensywnie. Przyzwyczajeni do wszechobecnych autostrad unikają wyprzedzania, gdy im przyjdzie jechać zwykłą szosą. Nie ryzykują, są bardzo konserwatywni za kierownicą i nie denerwują się wolniejszymi pojazdami. Oczywiście są wyjątki i są miejsca, gdzie się jeździ inaczej, na przykład miasto Nowy Jork. W Stanach jeżdżą wszyscy, od nastolatków (w niektórych stanach nie trzeba mieć nawet 16 lat, by uzyskać prawo jazdy) po 90-letnich seniorów, więc często spotyka się kierowców wręcz przesadnie ostrożnych, bo albo brak im jeszcze doświadczenia, albo podeszły wiek ogranicza ich reakcje. Zdarzają się jednak też, jak wszędzie, kierowcy agresywni i bezmyślni, np. wyprzedzający ciężarówkę 50 metrów przed zjazdem z autostrady po to tylko, by z niej zaraz zjechać. Manewr niebezpieczny i bezsensowny, bo zyskają na tym parę sekund, a narażają siebie i kierowcę trucka. 

Jakiś czas temu sprowadził Pan z ojczyzny Fiata 126p z 1988 roku. Skąd ten pomysł?

Po sprzedaniu Mercedesa jeździłem przez kilka lat Fiatem 126p. Tata miał dwa takie samochody, ale sam nimi nie jeździł. ja byłem domowym kierowcą, a po ślubie i wyprowadzce z domu rodziców, zabrałem maluszka do siebie. Pozostał sentyment do tego autka i dziś używam go na co dzień, z wielką radością. Jazda maluchem sprawia mi co najmniej taką frajdę, jak jazda 600-konnym BMW. 

Czy jest Pan jedynym właścicielem Malucha w Stanach Zjednoczonych?

Nie, jest tutaj kilka tych samochodów. Jest jakiś w Kalifornii, w Maryland, są też na Florydzie, w Chicago, New Jersey i Nowym Jorku. W niektórych z tych miejsc mogą być nawet po dwa. Przypuszczam, że może ich być koło dziesięciu. Niedawno skontaktował się ze mną pewien Amerykanin z New Jersey, który poznał dziewczynę z Polski, odwiedził ją i gdy był w naszej ojczyźnie, jeździł Fiatem 126p. Zakochał się w tym autku i też go chce sprowadzić do USA, więc najprawdopodobniej będzie jeszcze jeden. 

Jakie auto robi na Panu największe wrażenie? Może widział Pan takie w Stanach Zjednoczonych?

Jest wiele samochodów na widok których szybciej mi bije serce. Mam wrażenie, że każdy rok przynosi nam nowe pojazdy, których osiągi przekraczają niewyobrażalne wręcz dotąd granice, a nowe technologie umożliwiają to, co się d niedawna wydawało niemożliwe. Hybrydy, które kojarzyły się nam z nudnymi jak flaki z olejem, "zielonymi" samochodami, jak Toyota Prius, teraz zaczynają funkcjonować w najbardziej ekstremalnych maszynach i to funkcjonują wręcz rewelacyjnie. Takie auta, jak Ferrari LaFerrari, Porsche 918, czy McLaren P1 zdają się łamać prawa fizyki. Auta te są w stanie osiągnąć 200 km/h w czasie poniżej siedmiu sekund, a przecież ja pamiętam takie czasy, gdy nawet najszybsze samochody miały problem z osiąganiem w takim czasie 100 km/h. Legendarna Lamborghini Miura P400 potrzebowała 7,2 sekundy by osiągnąć pierwszą setkę, a dziś wiele rodzinnych sedanów, takich, jak Toyota Camry, czy Honda Accord, z sześciocylindrowymi silnikami, bez trudu rozpędza się szybciej.
Innym samochodem, który robi na mnie niesamowite wrażenie, to Tesla, model S. Pierwszy elektryczny samochód, jaki bym pragną posiadać. Komfort jazdy, osiągi i cena porównywalne z samochodami klasy BMW 5, czy Mercedes E, ale jazda praktycznie za darmo.
Tesle spotyka się na drogach, widuje się tu też sporo "egzotyków", choć nie są to zazwyczaj auta takie, jak Bugatti, LaFerrari, czy McLaren. Problemem bowiem z egzotykami jest to, że są w codziennym użytkowaniu bardzo niepraktyczne. Dlatego lepiej się sprawdza coś takiego, co stoi w moim garażu - czterodrzwiowy, praktyczny samochód z 600-konnym silnikiem. Można nim jechać na zakupy i z rodziną na wyjazd za miasto, a osiągi ma takie, o jakich Miura mogła tylko marzyć, a Countach, czy Ferrari 430 musialy by się bardzo starać, by mu dotrzymać kroku. 

W Polsce dochodzi do wielu wypadków samochodowych z udziałem młodych i niedoświadczonych kierowców. Na koniec wywiadu, co powiedziałby Pan początkującym kierowcom?

Drogi publiczne to nie są gry komputerowe i gdy nam coś nie wyjdzie to często skutki tego są tragiczne. Nie ryzykujemy, że się nam zapali napis "Game Over", ryzykujemy nasze i czyjeś życie. Dziś samochody są bardzo szybkie, a nikt nie powinien jechać szybciej, niż potrafi latać jego anioł stróż. Młodzi kierowcy zapominają często, że jazda autem nie polega tylko na dodawaniu gazu. Samochód musi też być w stanie skręcić i się zatrzymać, ale to może robić tylko w zgodzie z prawami fizyki. Jeśli nawet auto ma doskonale hamulce i z prędkości 100 km/h wyhamuje do zera na 35 metrach, to nie znaczy, że z 200 km/h zatrzyma się na 70 metrach. Dwukrotne zwiększenie prędkości daje nam czterokrotne zwiększenie odległości potrzebnej do zatrzymania auta. Czyli gdy jedziemy doskonałym samochodem, z wspaniałymi hamulcami, 200 km/h i zaczynamy hamować, to po stu metrach nadal jedziemy 100 km/h. A ilu z młodych kierowców ma takie auta? Niejeden z pojazdów jeżdżących po naszych ulicach potrzebuje dwa razy więcej miejsca, by zwolnić do setki. A przecież sto, gdy mamy wypadek, to ciągle jest prędkość, która zabija. Zatem rada jest tylko jedna: Trzeba myśleć i jeździć defensywnie. Zawsze spodziewać się najgorszego, zawsze mieć ograniczone zaufanie i spodziewać się, że wyprzedzane auto skręci nam przed nosem w lewo, a zza zakrętu wyjedzie tir. Bo prędzej, czy później nam się to przydarzy.

Przyjemność z jazdy można czerpać nawet w małym fiacie, a ryzykować nie można nigdy. Można bowiem złamać swoje życie i unieszczęśliwić na zawsze inne osoby. Wystarczy jeden raz, wystarczy jedna głupia decyzja. Naprawdę nie warto. 

Dziękuję za poświęcony czas.  

 

 

 

10:43, maciekgn , Wywiady
Link Komentarze (1) »
sobota, 22 marca 2014
Koncepty: Volvo Tundra

Koncept został opracowany przez włoskie studio Bertone w 1979 roku. Jednakże nowy pojazd zbudowano na podstawie znanego modelu 343. 

Samochód był przeszklony i bardzo kanciaty. Cała stylistyka wyprzedzała ówczesne trendy w motoryzacyjnej stylistyce. Kosmiczny design królował również we wnętrzu. Bertone zrezygnowało z tradycyjnych zegarów na rzecz pełnej digitalizacji.

Pod maską Tundry pracował silnik z modelu 343. Wspomniana jednostka o pojemności 1,4 litra generowała moc 70 KM. Pozwalało to osiągnąć prędkość 160 km/h.

Niestety koncept Bertone nie spodobał się przedstawicielom Volvo. Samochód był zbyt nowoczesny i za bardzo odbiegał od linii przyjętej przez Szwedów.

Jednak Tundrą nie pogardzili Francuzi. Projekt został zakupiony przez Citroena. I tak narodził się hitowy model BX...

 

Ukryte reflektory oraz nietypowy grill

W całej krasie 

Na desce projektanta

Wnętrze

 

 

 

17:27, maciekgn
Link Komentarze (2) »
Uwaga! Wkrótce wywiad z Piotrem Jaskiernią znanym jako Trucker Hiob

Piotr Jaskiernia obok ciężarówki marki Volvo. 

09:06, maciekgn
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 marca 2014
DKW Schnellaster - piękny protoplasta

Zanim rynek minivanów opanowały takie modele jak: Zafira, Scenic czy Voyager, firma DKW 50 lat wcześniej zaprezentowała swój pojazd. Tym modelem był Schnellaster, który wszedł do produkcji w 1949 roku.

Pudełkowaty samochód z aerodynamiczną maską występował w dwóch postaciach: jako dostawczy van oraz rodzinny minivan. Ta ostatnia kategoria była praktycznie nowością w branży motoryzacyjnej.

W ciągu całej produkcji wytwarzano 4 rodzaje silników: 0,7 litra o zróżnicowanych mocach, 0,8 litra oraz 0,9 litra. W najsłabszych wersjach auto rozpędzało się tylko do 60 km/h.

Schnellaster produkowano również w Hiszpanii. W 1963 roku rozpoczęto tam wytwarzanie całkiem nowej wersji F1000 L. Niestety stylistyka tego wozu była koszmarna. Pod maską wozu znalazł się silnik DKW o pojemności 1 litra. Później owa jednostka została zastąpiona przez silnik diesla maki Mercedes.

Warto wspomnieć, iż DKW powstawał bez licencji w Argentynie do późnych lat 70. XX wieku.

 

 Model z lat 1949-1962. Wersja minivan

 

Wersja van z 1956 roku

Hiszpańskie DKW

Przekrój DKW

Wersja pick-up

Prospekt reklamowy przedstawiający wszystkie odmiany DKW

 

Prospekt reklamowy wersji van

 

 

 

 

 


12:43, maciekgn
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 lutego 2014
List do World of Cars!

Dzisiaj otrzymaliśmy obszerny list od czytelniczki naszego bloga. Zapraszamy do lektury!

Droga redakcjo! Szanowni czytelnicy!

Największe serwisy internetowe w Polsce zamieszczają rozliczne materiały dotyczące aut używanych,  oczywiście. Dołączając do nich dobre rady dotyczące kupowania. Często zasięgam informacji, pochodzących z artykułów motoryzacyjnych. Bynajmniej nie po to, by wiedzieć jak kupować i jak nie dać się oszukać. Szukam w nich stereotypu złego sprzedawcy i „głupiego” kupującego. Są to dwie główne cechy tych materiałów, prowadzące do zapętlenia spirali. Spirali generalizacji. Uogólnienie samo w sobie nie jest złe, jednak nadużywane prowadzi do powstania negatywnego stereotypu. Dlatego też, namiętnie czytuję komentarze zamieszczane przez użytkowników pod takimi tekstami. Dowiaduję się z nich kilku rzeczy (moje uogólnienie). Po pierwsze nie ma uczciwych „handlarzy” używanych aut. Po drugie, Polacy sami chcą być oszukiwani. Po trzecie, najłatwiej wcisnąć „złomka” kobiecie. Pisząc ten artykuł czy jak to nazwie redakcja bloga, chciałabym się odnieść do każdej z tych kwestii po kolei, jednak najszerzej opiszę tę trzecią w związku z moją wiedzą i doświadczeniem, zakupu auta przez kobietę.

Uczciwy handlarz

 Często sobie myślę, że nawinie wierzę, iż nie każde auto było bite i ma cofnięty licznik. Dosyć niedawno odkryłam, ze mój bliski sąsiad zajmuje się sprowadzaniem aut z Belgii i Holandii.  Kilka dni temu poszłam zapytać go o to jakie auta sprowadza i dla jakich klientów. Powiedział mi, jak każdy handlarz, że samochody są niebite i z realnym przebiegiem, najczęściej pod „zamówienie”. Trochę mu niedowierzałam. Dlatego zaprosił mnie do siebie, w dzień dostawy. Poszłam. I przekonałam się. Zobaczyłam a potem dokładnie sprawdziłam kilka z nich. Nie były bite.  Dlatego teraz mogę z pełną świadomością powiedzieć, że są uczciwi handlarze.

Polacy sami chcą być oszukiwani

Przy tym aspekcie stereotypu głupiego kupującego jest wyciszyć jego negatywny wydźwięk. W znacznym stopniu muszę zgodzić się z opiniami forumowiczów. Kupujący chce wierzyć, że 11 czy 12 –letnie auto, przejechało 100 tys. kilometrów. To jest zwyczajnie nie realne,  dotyczy to w znacznej mierze aut zagranicznych. Dlaczego? Wystarczy policzyć ile kilometrów tygodniowo jeździ Twoje auto. Na własną potrzebę, zrobiłam taką kalkulację dla mojego Opla Astry. Zatem tygodniowo „trzepię” 300 km – jeżdżąc do pracy, na zakupy, do rodziny i przyjaciół. W miesiącu są przeciętnie cztery tygodnie, zatem 4x300 km, daje 1200 km. W roku mamy 12 miesięcy. Po przemożeniu 12x1200km, otrzymujemy 14400. Jeśli auto ma dwanaście lat, to wychodzi 144(miesiące)x1200, dając 172800 przejechanych kilometrów. Przy optymalnych warunkach eksploatacji w Polsce. Biorąc pod uwagę mobilność społeczeństwa Europy Zachodniej, przejechanych kilometrów przez dany samochód może być (będzie?) znacznie więcej. Stan licznika „świeżo” sprowadzonego auta będzie bardziej wiarygodny lub łatwiejszy do określenia. Jeśli jednak kupimy ten samochód od „pierwszego, drugiego właściciela” w Polsce, niski stan licznika powinien raczej niepokoić niż cieszyć.  Podsumowując, warto zawsze zapytać ile kilometrów tygodniowo „kręcił” nasz wymarzony samochód. Ważniejsze jednak od tego, jest kupowanie auta a nie przebiegu, a także odrobina wiary w ludzi. 

Autko w sam raz dla kobiety

Tylko jakiej? Naiwniej? Blondynki? No więc nie jestem żadną z nich. Mam sporą wiedzę na temat mechaniki samochodowej i prawidłowej eksploatacji. Mam też specjalny dar, „wyczuwam nastrój” samochodu. Dosyć długo poszukiwałam auta dla siebie, chodziłam po komisach, oglądałam prywatne oferty oraz zaczepiałam właścicieli aut z kartką na drzwiach. Ku przestrodze stereotypizacji kobiety jako klienta, przytoczę przykład ze swojego życia. Pamiętam Opla Corsę z karteczką na parkingu. Obok niej stał właściciel. Podeszłam zapytałam o cenę, przebieg i płyny eksploatacyjne. Obstukałam progi by sprawdzić, czy są w dobrym stanie. Wszystko było dobrze. Jednak właściciel powiedział, by uatrakcyjnić ofertę, że niedawno wymieniał olej i filtr powietrza. Poprosiłam go o otwarcie maski i obejrzenie silnika. Z uśmiechem i pewnością siebie, pomyślał pewnie co ta baba może wiedzieć?, otworzył. Z równie szerokim uśmiechem, otworzyłam pokrywę od filtra powietrza i wyjęłam „kontrolkę” oleju. Odwróciłam się do potencjalnego sprzedawcy, uśmiechnęłam. Na koniec powiedziałam, że olej i filtr wymieniany był około dwóch lub trzech lat temu, sądząc po ich „kolorze”. Olej silnikowy był czarny niczym smoła. Odeszłam od tego auta. 

LIST AUTORYZOWANY

DANE AUTORKI DO WIADOMOŚCI REDAKCJI 

 

 

 

19:31, maciekgn
Link Komentarze (2) »
Reklama: UAZ Patriot Sport

Dzisiejsza reklama pochodzi z Rosji. W krótkim, ale bardzo dynamicznym materiale zaprezentowano możliwości UAZ-a Patriot w wersji Sport. 

17:36, maciekgn
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 lutego 2014
Na prospekcie: Mercedes-Benz (historyczne modele)

Plakat z 1926 roku



 Plakat z 1935 roku

Plakat prawdopodobnie z 1918 roku

Lata 30. XX wieku

Plakat z 1935 roku - rynek włoski

Plakat z 1918 roku

 

 

 

 

 

 

 

Volkswagen Iltis - tchórz w armii

W latach 60. XX wieku wojskowy pojazd DKW Munga służący w armii RFN był konstrukcją przestarzałą i mało praktyczną. Dlatego niemieckie wojsko zgłosiło zapotrzebowanie na nowy wóz terenowy.

Już na początku lat 60. ruszyły prace określone jako projekt Jeep-Europa. Oprócz konstruktorów z Niemiec w przedsięwzięciu brali udział Włosi i Francuzi. Niestety w 1972 z projektu wycofała się Francja. Ostatecznie cały pomysł upadł w 1976 roku. 

DKW w drugiej połowie lat 70. XX było konstrukcją archaiczną. Niemcy nie mogli dłużej czekać. Armia zdecydowała się rozpisać przetarg, który wygrała firma Volkswagen.

Nowa wojskowa konstrukcja otrzymała kontrowersyjną nazwę Iltis, czyli tchórz. By zaoszczędzić na produkcji terenówki, wykorzystano sprawdzoną jednostkę benzynową 1,7 litra o mocy 75 KM z modelu Passat.

W aucie zastosowano interesujące rozwiązanie techniczne. Jeśli Iltis poruszał się tylko po drodze asfaltowej to kierowca mógł przełączyć napęd na tył. Natomiast w trudnym terenie mógł włączyć napęd na wszystkie koła. Dzięki tej technice Iltis nie tracił właściwości zwykłego samochodu np. w ruchu miejskim. Dodajmy, że jak na terenówkę osiągał przyzwoite prędkości. Maksymalna prędkość oscylowała w granicach 130 km/h.

Warto wspomnieć o samej konstrukcji. Iltis został wyposażony w ochronne pałąki chroniące pasażerów w czasie wywrotki. Wojskowy Volkswagen nie służył jedynie do przewozu osób lub sprzętu. Po zdjęciu brezentowego dachu, istniała możliwość zainstalowania uzbrojenia.

Samochód produkowano w latach 1978-1988. Łącznie powstało prawie 9 tysięcy egzemplarzy. Ponad 90% wozów trafiło do wojska. Reszta znalazła nabywców wśród "cywilów". W armii "tchórz" znalazł wiele zastosowań m.in. jako ambulans czy wóz dowodzenia. Oprócz standardowej wersji z miękkim dachem pojawiła się także ze sztywnym dachem.

W 1983 roku licencję na produkcję samochodu kupiła kanadyjska firma Bombardier.

Iltis trafił do wojsk takich krajów jak: Niemcy Zachodnie, Belgia, Kanada, Oman, Kamerun, Argentyna, Estonia i Macedonia. Jednym z największych operatów była Belgia. Do dnia dzisiejszego w wojsku belgijskim w służbie pozostaje ponad 1000 Volkswagenów.

 

Iltis w wojskowym malowaniu w rękach prywatnych

Uczestnik Rajdu Paryż-Dakar z 1980 roku

Niemcy Zachodnie. Rok 1982

Volkswagen armii belgijskiej

 

 

 

 

czwartek, 20 lutego 2014
Koncepty: Peugeot Quasar - sportowy, kosmiczny...

W 1984 roku Peugeot zaprezentował nowoczesny koncept samochodu sportowego. Może sylwetka Quasara (bo taką otrzymał nazwę) nie była futurystyczna to zastosowane w nim technologie świadczyły o wizjonerstwie konstruktorów. 

Peugeot postawił na pełną komputeryzację wnętrza auta. Tradycyjne wnętze ze wskazówkowym obrotomierzem i prędkościomierzem zastąpiono dużymi wyświetlaczami LCD. Centralnie umieszczony monitor komputera wyświetlał nawigację oraz stan techniczny pojazdu. Dodajmy, że Quasar wyposażony był w system night-driving. Czerowna tapicerka to już rzecz gustu...

Przejdźmy do serca Peugeota, czyli jednostki napędowej. Pod maską auta znalazł się silnik o pojemności 1,6 litra. Owa jednostka generowała moc 600 KM! Na dodatek Quasar posiadał napęd na wszystkie koła.

Mimo, że samochód powstał na płycie "skromnego" modelu 205 to jego osiągi i stylistyka wyprzedzały rok 1984.

 

 

 

 

 

11:54, maciekgn
Link Komentarze (1) »
środa, 19 lutego 2014
Citroen C3 I generacji - następca Saxo

Model C3 był niewątpliwie słusznym posunięciem Citroena. W końcu zastąpił wysłużone i kanciate Saxo, które było przejściówką między archaicznym AX a nowoczesnym C3. 

Pierwsze egzemplarze C3 zjechały z taśmy montażowej w 2001 roku. Jednakże masowa produkcja ruszyła rok później. Nowy przedstawiciel segmentu B musiał zmierzyć się z takimi wyjadaczami jak Corsa, Clio czy Fiesta. Dlatego Citroen postawił na przestronność, zwrotność oraz bogate wyposażenie nawet w wersji podstawowej.

W ofercie znalazło się kilka jednostek napędowych: benzynowe 1,1 (60 KM), 1,4 (73 KM), 1,4 (88 KM) i 1,6 (109 KM) oraz diesel 1,4 (68 KM), 1,4 (90 KM), 1,6 (90 KM) i 1,6 (110 KM).

W 2004 roku na rynku pojawiła się terenowa odmiana X-TR. Natomiast rok później przeprowadzono facelifting. Wówczas poprawiono osiągi jednostek oraz dokonano kilku zmian stylistycznych.

W 2009 wprowadzono drugą generację C3.

 

 

 Model po liftingu

 

Wersja terenowa 

 

13:43, maciekgn
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30
bloggin.pl
zBLOGowani.pl