Blog dla pasjonatów motoryzacji
wtorek, 16 września 2014
Wywiad z Michałem Koziołkiem - twórcą nowej Warszawy!

Na wstępie chciałbym pogratulować udanej prezentacji nowej Warszawy. Na pewno wrocławski pokaz samochodu rozbudził apetyty wśród miłośników motoryzacji. Kiedy możemy spodziewać się finalnej wersji Warszawy?

 Jeśli chodzi o końcowy efekt, nie jest to łatwe do stwierdzenia z kilku względów. Po pierwsze z każdym miesiącem pojawiają się nowe możliwości w projekcie i przy okazji szansa, żeby efekt ostateczny był jeszcze bardziej zaawansowany i bezkompromisowy, co również wydłuża budowe. Kolejna kwestia, to system budowy łańcuchowy, czyli, do momentu aż nie skończymy jednego etapu nie możemy zaczynać druiego. Czyli bp. nie możemy prowadzić prac równolegle nad budową wnętrza i wykończeniem o skóra, etc.

Czytałem, że nowa Warszawa będzie autem kolekcjonerskim - powstanie tylko kilka egzemplarzy. Oczywiście nie każdy będzie mógł sobie pozwolić na zakup tego samochodu. Czy zastanawiał się Pan nad masową produkcją?

Oczywiście, masowa produkcja istnieje w sferze marzeń, ale żeby ją rozpocząć, potrzebny byłby ogromny kapitał, lata pracy, sztab inżynierów itd. Może w przyszłości uda sie to, ale żeby zachęcić inwestorów, najpierw musimy zbudować wiarygodność naszej firmy.

Nowa Warszawa będzie połączeniem luksusu oraz świetnych osiągów. Nie obawia się Pan konkurencji, która ma już ugruntowaną pozycję na polskim rynku?

Zupełnie nie obawiamy się, auto będzie unikatowe, w produkcji max 13 sztuk, z czego 11 tylko na sprzedaż. Więc każde inne luksusowe auto, to przy naszym masowa produkcja. Trzeba też pamiętać, że nasi klienci, to w 70% ludzie mieszkający za granica i nie zawsze Polacy.

Samochód ma zostać wyposażony w silnik BMW. Czy w grę wchodziły także jednostki od innych producentów?

Owszem, wcześniej planowaliśmy silnik Hemi z Chryslera, czy z Audi S8. Jednak, podzespoły dostałem od mojego wspólnika About-S i nie ukrywam, że w pełni spełnia nasze oczekiwania. Tym bardziej, że silnik V10 z M5, to stara dobra szkoła, silnik wolnossący, beż żadnych turbin.

Jak wspomniałem wcześniej, nowa Warszawa będzie autem luksusowym. Czy może Pan ujawnić listę dodatków, które znajdą się w samochodzie?

Tu również cały czas się rozwija plan. Z pewnością będzie miala wszystko, co aktualnie posiadają nowoczesne auta. Pojawią sie tablety w przednich fotelach dla pasażerów, barek,czy wysuwana szuflada na koszule w bagażniku. Dodatkowo odpalanie  i sterowanie wieloma funkcjami poprzez głos.

W Internecie pojawiła się plotka, że Państwa firma współpracuje z Bojar Tuning. Może Pan to skomentować?

To nie jest plotka i nigdy tego nie ukrywaliśmy. Natomiast, po przeczytaniu w kilku miejscach tego samego "czyjegoś" komentarza...nie ukrywam, że dopadł mnie śmiech i z drugiej strony, smutek, że kogoś tak strasznie boli, że w Polsce grupa pasjonatów rozwija swoje marzenia. W komentarzu pojawiło się wiele dziwnych stwierdzeń, o których my nawet nie mamy pojecia. W całym projekcie szukam ludzi dobrych w wielu kwestiach, ale to nie znaczy, że firma, która super obszywa skóra fotele, także dobrze buduje i modeluje wnętrza. Firmię Bojar zleciliśmy zbudowanie bryły modelu na naszej ramie ( model 1:1, który oprócz tego mamy, budowaliśmy sami ). Z każdej firmy wyciągam, to co umieją najlepiej. Bojar dobrze bardzo radzi sobie z odwzorywaniem kształtów. Natomiast nie budują naszego auta. Taki model, musieliśmy stworzyć, żeby móc sciągnąć kopyta itd. Jednak mimo to, praktycznie codziennie przynajmniej jedna osoba z naszej grupy była na miejscu w ich firmie i nadzorowała całą pracę, nanosiłem poprawki itd. Nasze auto powstaje z Kevlaru, Carbonu, a firma Bojar nie ma nawet takiej technologii. Ludzie często komentują coś, o czym nie mają pojęcia, tym bardziej, że kiedyś osobie, która napisała taki komentarz, odpowiedziałem i zaprosiłem ja do nas, żeby zobaczyła jak wygląda projekt naprawdę. Odmówiła i jeszcze usłyszałem bardzo..."miłe" słowa na mój temat.

Ostatnie pytanie. Jeśli nowa Warszawa będzie sprzedawać się bezproblemowo, to rozważa Pan dalszą produkcję Warszawy w ograniczonej liczbie?

Nie, Warszawa zostanie w kilku sztukach, to ma być pojazd bardzo luksusowy, wręcz dzieło sztuki na kołach, natomiast później przyjdzie czas na nowe modele i dalszy rozwój Polskiej motoryzacji, w tym projekt XCION.

 

Bardzo duży wybór felg i opon znajdziecie na CentrumFelg.pl  Polecamy!!!

15:24, maciekgn , Wywiady
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 24 marca 2014
Wywiad z Piotrem "Hiobem" Jaskiernią

 

Piotr Jaskiernia znany jako Trucker Hiob mieszka od ponad 30 lat w USA. Jest zawodowym kierowcą ciężarówek z Charlotte w stanie Karolina Północna. Mimo ciężkiej pracy Hiob znajduje czas na rozwijanie swoich pasji. W jego życiu istotną rolę odgrywa ewangelizacja. 

Piotr Jaskiernia jest aktywnym Internautą:

Katolik.us

Trucker Hiob - kanał na YouTube  

W sieci znajdziecie wiele artykułów/filmów Truckera. Dodajmy, że Hiob był gościem wielu programów m.in. TVN Turbo czy TV Religia.

Zapraszam do lektury naprawdę interesującego wywiadu z Piotrem Jaskiernią...

W Internecie znany jest Pan jako Trucker Hiob. Skąd ten biblijny przydomek?

Trochę to jest przypadek, choć z drugiej strony ja w przypadki nie wierzę. Moja przygoda z Netem zaczęła się od czatów. Byłem nałogowym czatoholikiem i nieraz całą noc przesiedziałem przed kompem dyskutując z innymi ludźmi na różne, najczęściej związane z wiarą tematy. A ponieważ były to zwykle czaty chrześcijańskie, rejestrowałem się jako jakaś postać związana z wiarą. Albo jako Kefas, albo Jonasz, albo Hiob, albo jeszcze inna biblijna postać.
Gdy wróciłem z Polski w 2002 roku, by współuczestniczyć w ostatniej, jak się potem okazało, papieskiej pielgrzymce do Ojczyzny, po powrocie opowiadałem wszystkim na czatach o moich wspaniałych przeżyciach. Ale gdy się mnie zapytała o wrażenia kolejna osoba powiedziałem, że zamiast opowiadać w kółko to samo po prostu opiszę to i poślę mailem każdemu, kto jest zainteresowany.
Gdy skończyłem ten opis, jakiś chłopak z czata powiedział, że jak mu podeślę kilka fotek i może jakiś inny tekst jak mi się uda go napisać, zrobi mi moją własną stronkę w necie. Ja już miałem inny tekst, napisany nie dla publikacji w Necie, ale dla mnie samego, bo miałem poprowadzić spotkanie polegające na studiowaniu Pisma Świętego, więc posłałem obydwa teksty Wicusiowi plus parę fotek i za parę minut miałem swoją własną stronkę w necie.
Ponieważ tego dnia zarejestrowałem się jako "hiob", to Wicuś dał taki adres mojej stronce. Ona już nie istnieje, ale miała adres "hiob.prv.pl" I w taki sposób zostałem hiobem na dobre. Teraz, będąc dumnym "właścicielem portalu w Internecie" zawsze się rejestrowałem jako "hiob".
A dlaczego Hiob? Dlaczego w ogóle się zalogowałem tamtego dnia jako hiob? To się kojarzy raczej negatywnie, z "hiobowymi wieściami" itp. Mnie jednak Hiob kojarzy się z czymś zupełnie przeciwnym. To nie Hiob nam dawał złe wieści, to jemu takie wieści przynoszono. A Hiob nam daje same dobre wieści. Pokazuje nam jak wielka jest jego wiara i zaufanie do Boga.
Hiob kojarzy się nam z cierpieniem i być może dlatego nie lubimy tej postaci, ale cierpienie do nas przyjdzie. Każdy z nas będzie miał, albo już miał, albo ma teraz to doświadczenie. I nie ma się co tego obawiać. Bez sensu jest zastanawianie się "dlaczego ja", bo co nam to da? A dlaczego NIE ja? Skoro Jezus cierpiał, a my mamy Go naśladować, to czy nie powinniśmy dziękować Bogu za ten dar?
Hiob nas uczy, że nawet, gdy się nam świat wali, nawet, gdy się wszystko sypie, gdy nie wiemy co się dzieje, gdy dopadną nas trudności finansowe, gdy popadamy w chorobę, jest zawsze Ktoś, na kogo możemy liczyć i Kto nas nigdy nie zawiedzie. Możemy Mu ofiarować nasze cierpienie i zjednoczyć się z Nim w Jego cierpieniu, "dopełniając braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół", jak uczy św. Paweł w Kol 1,24.
To chyba tyle, co można by powiedzieć na temat mojego nicka. Podsumowując, Hiob, ten biblijny, po prostu mi imponuje swoją niezachwianą wiarą i bezgrzesznością. 

Obecnie jest Pan posiadaczem pięknych wozów marki Audi oraz BMW. Jaki był Pana pierwszy samochód? 

Moim pierwszym własnym samochodem był ich główny rywal, Mercedes. Gdy skończyłem trzecią klasę liceum (wtedy liceum było czteroletnią szkołą, po ośmioletniej podstawówce), całe wakacje pracowałem właśnie na samochód. Zaoszczędziłem 4 tysiące złotych, a to była dość mizerna suma. Nowa Skoda, czy Wartburg kosztowały 120 tysięcy i były nie do zdobycia, poza giełdą, gdzie były ciągle o kilkadziesiąt tysięcy droższe. Każdy jeżdżący samochód, nawet Syrena, czy Trabant, kosztował znacznie więcej, niż te moje 4 tysiące. Za taką sumę można było kupić na targowisku co najwyżej Salamandry, NRD-owskie buty zimowe. Ale udało się mi znaleźć kompletnego, choć nie jeżdżącego Mercedesa 170V z 1936 roku, którego właściciel pozbył się za tę sumę, a ja, przy finansowej pomocy rodziców doprowadziłem go do stanu "na chodzie". Nigdy nie stał się on w pełni niezawodnym autem, bagażnik miał wypełniony częściami zapasowymi i narzędziami i często na drodze musiałem bawić się w mechanika, ale był to mój pierwszy, prawdziwy samochód. Był to też pierwszy samochód w naszej rodzinie, bo mój tata odebrał swoje pierwsze auto dopiero dwa lata później, Fiacika 126p i wtedy sprzedałem swojego Mercedesa "aresztując" samochód taty. Nawiasem mówiąc dziś żałuję, że się pozbyłem tego pięknego Mercedesa. 

Na kanale Trucker Hiob znajdziemy dużo filmów na temat Pana BMW. Od dawna jest Pan miłośnikiem tej marki? 

W Krakowie, niedaleko miejsca, gdzie mieszkałem, w latach sześćdziesiątych, ktoś posiadał przedwojennego BMW 328, pięknego, dwuosobowego kabrioleta i często go widywałem. Po mistrzostwach świata w Niemczech w 74 roku dwóch wiślaków, Szymanowski i Kmiecik, przywieźli do Krakowa piękne BMW 2002ti. Kilka lat później kolega kupił BMW 520 i miałem okazję przejechać się tym samochodem - byłem zdumiony jakością i właściwościami trakcyjnymi tego auta. Tak więc od dziecka mnie ta marka fascynowała. Jednak dopiero BMW serii "M" stały się przedmiotem mojego pożądania i trzy lata temu udało mi się zrealizować moje marzenie - zostałem właścicielem pięknego BMW M3 e90 z roku 2008. 

Jest Pan zawodowym kierowcą, który na co dzień porusza się po amerykańskich drogach. Czy mógłby Pan opisać styl jazdy Amerykanów?

Większość Amerykanów jeździ bardzo defensywnie. Przyzwyczajeni do wszechobecnych autostrad unikają wyprzedzania, gdy im przyjdzie jechać zwykłą szosą. Nie ryzykują, są bardzo konserwatywni za kierownicą i nie denerwują się wolniejszymi pojazdami. Oczywiście są wyjątki i są miejsca, gdzie się jeździ inaczej, na przykład miasto Nowy Jork. W Stanach jeżdżą wszyscy, od nastolatków (w niektórych stanach nie trzeba mieć nawet 16 lat, by uzyskać prawo jazdy) po 90-letnich seniorów, więc często spotyka się kierowców wręcz przesadnie ostrożnych, bo albo brak im jeszcze doświadczenia, albo podeszły wiek ogranicza ich reakcje. Zdarzają się jednak też, jak wszędzie, kierowcy agresywni i bezmyślni, np. wyprzedzający ciężarówkę 50 metrów przed zjazdem z autostrady po to tylko, by z niej zaraz zjechać. Manewr niebezpieczny i bezsensowny, bo zyskają na tym parę sekund, a narażają siebie i kierowcę trucka. 

Jakiś czas temu sprowadził Pan z ojczyzny Fiata 126p z 1988 roku. Skąd ten pomysł?

Po sprzedaniu Mercedesa jeździłem przez kilka lat Fiatem 126p. Tata miał dwa takie samochody, ale sam nimi nie jeździł. ja byłem domowym kierowcą, a po ślubie i wyprowadzce z domu rodziców, zabrałem maluszka do siebie. Pozostał sentyment do tego autka i dziś używam go na co dzień, z wielką radością. Jazda maluchem sprawia mi co najmniej taką frajdę, jak jazda 600-konnym BMW. 

Czy jest Pan jedynym właścicielem Malucha w Stanach Zjednoczonych?

Nie, jest tutaj kilka tych samochodów. Jest jakiś w Kalifornii, w Maryland, są też na Florydzie, w Chicago, New Jersey i Nowym Jorku. W niektórych z tych miejsc mogą być nawet po dwa. Przypuszczam, że może ich być koło dziesięciu. Niedawno skontaktował się ze mną pewien Amerykanin z New Jersey, który poznał dziewczynę z Polski, odwiedził ją i gdy był w naszej ojczyźnie, jeździł Fiatem 126p. Zakochał się w tym autku i też go chce sprowadzić do USA, więc najprawdopodobniej będzie jeszcze jeden. 

Jakie auto robi na Panu największe wrażenie? Może widział Pan takie w Stanach Zjednoczonych?

Jest wiele samochodów na widok których szybciej mi bije serce. Mam wrażenie, że każdy rok przynosi nam nowe pojazdy, których osiągi przekraczają niewyobrażalne wręcz dotąd granice, a nowe technologie umożliwiają to, co się d niedawna wydawało niemożliwe. Hybrydy, które kojarzyły się nam z nudnymi jak flaki z olejem, "zielonymi" samochodami, jak Toyota Prius, teraz zaczynają funkcjonować w najbardziej ekstremalnych maszynach i to funkcjonują wręcz rewelacyjnie. Takie auta, jak Ferrari LaFerrari, Porsche 918, czy McLaren P1 zdają się łamać prawa fizyki. Auta te są w stanie osiągnąć 200 km/h w czasie poniżej siedmiu sekund, a przecież ja pamiętam takie czasy, gdy nawet najszybsze samochody miały problem z osiąganiem w takim czasie 100 km/h. Legendarna Lamborghini Miura P400 potrzebowała 7,2 sekundy by osiągnąć pierwszą setkę, a dziś wiele rodzinnych sedanów, takich, jak Toyota Camry, czy Honda Accord, z sześciocylindrowymi silnikami, bez trudu rozpędza się szybciej.
Innym samochodem, który robi na mnie niesamowite wrażenie, to Tesla, model S. Pierwszy elektryczny samochód, jaki bym pragną posiadać. Komfort jazdy, osiągi i cena porównywalne z samochodami klasy BMW 5, czy Mercedes E, ale jazda praktycznie za darmo.
Tesle spotyka się na drogach, widuje się tu też sporo "egzotyków", choć nie są to zazwyczaj auta takie, jak Bugatti, LaFerrari, czy McLaren. Problemem bowiem z egzotykami jest to, że są w codziennym użytkowaniu bardzo niepraktyczne. Dlatego lepiej się sprawdza coś takiego, co stoi w moim garażu - czterodrzwiowy, praktyczny samochód z 600-konnym silnikiem. Można nim jechać na zakupy i z rodziną na wyjazd za miasto, a osiągi ma takie, o jakich Miura mogła tylko marzyć, a Countach, czy Ferrari 430 musialy by się bardzo starać, by mu dotrzymać kroku. 

W Polsce dochodzi do wielu wypadków samochodowych z udziałem młodych i niedoświadczonych kierowców. Na koniec wywiadu, co powiedziałby Pan początkującym kierowcom?

Drogi publiczne to nie są gry komputerowe i gdy nam coś nie wyjdzie to często skutki tego są tragiczne. Nie ryzykujemy, że się nam zapali napis "Game Over", ryzykujemy nasze i czyjeś życie. Dziś samochody są bardzo szybkie, a nikt nie powinien jechać szybciej, niż potrafi latać jego anioł stróż. Młodzi kierowcy zapominają często, że jazda autem nie polega tylko na dodawaniu gazu. Samochód musi też być w stanie skręcić i się zatrzymać, ale to może robić tylko w zgodzie z prawami fizyki. Jeśli nawet auto ma doskonale hamulce i z prędkości 100 km/h wyhamuje do zera na 35 metrach, to nie znaczy, że z 200 km/h zatrzyma się na 70 metrach. Dwukrotne zwiększenie prędkości daje nam czterokrotne zwiększenie odległości potrzebnej do zatrzymania auta. Czyli gdy jedziemy doskonałym samochodem, z wspaniałymi hamulcami, 200 km/h i zaczynamy hamować, to po stu metrach nadal jedziemy 100 km/h. A ilu z młodych kierowców ma takie auta? Niejeden z pojazdów jeżdżących po naszych ulicach potrzebuje dwa razy więcej miejsca, by zwolnić do setki. A przecież sto, gdy mamy wypadek, to ciągle jest prędkość, która zabija. Zatem rada jest tylko jedna: Trzeba myśleć i jeździć defensywnie. Zawsze spodziewać się najgorszego, zawsze mieć ograniczone zaufanie i spodziewać się, że wyprzedzane auto skręci nam przed nosem w lewo, a zza zakrętu wyjedzie tir. Bo prędzej, czy później nam się to przydarzy.

Przyjemność z jazdy można czerpać nawet w małym fiacie, a ryzykować nie można nigdy. Można bowiem złamać swoje życie i unieszczęśliwić na zawsze inne osoby. Wystarczy jeden raz, wystarczy jedna głupia decyzja. Naprawdę nie warto. 

Dziękuję za poświęcony czas.  

 

 

 

10:43, maciekgn , Wywiady
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 lutego 2014
Wywiad z Krzysztofem Hołowczycem!!!

Na wstępie chciałbym pogratulować naprawdę udanego występu w Dakarze. Czy mógłby Pan w kilku słowach podsumować tegoroczną edycję rajdu?

Tegoroczna edycja była najtrudniejszą ze wszystkich rajdów rozgrywanych dotychczas w Ameryce Południowej. Już na pierwszych etapach dostaliśmy porządnie w kość, straciliśmy sporo czasu. Było wyjątkowo gorąco, a odcinki długie jak nigdy. Trzysta kilometrów dojazdówki, 600 kilometrów etapu. O 4-5 rano ruszaliśmy z hotelu, a późnym wieczorem zajeżdżaliśmy na odpoczynek. Na wszystko brakowało czasu. Nie miałem nawet siły jeść. O skali trudności świadczy fakt, że wielu kierowców odpadło bardzo szybko z rywalizacji.

Czy zamierza Pan wystartować w Dakarze w następnym roku?

Nigdy nie porzucam marzeń związanych z Dakarem. Nadal ten rajd jest moim największym wyzwaniem życia. Jest dla mnie jak choroba, uzależnienie, nie wyleczę się z niego póki nie stanę na podium.

Odchodząc od tematu Dakaru. Jaki był Pana pierwszy samochód?

Moim pierwszym samochodem, który wspominam z ogromnym sentymentem był Fiat 125p. Dostałem go od taty, który chyba chciał się pozbyć psującego się grata (śmiech). A tak poważnie, bardzo mi tym pomógł rozpocząć moją przygodę z rajdami. Jazda samochodem to moja największa pasja i całe moje życie. Już jako młody chłopak wsiadałem za kierownicę swojego fiacika i ruszałem na szutrowe, olsztyńskie drogi, w poszukiwaniu rajdowych emocji.


W rajdach prowadził Pan wiele samochodów. Czy ma Pan jakiś szczególny sentyment do wybranego modelu?

Pamiętam jak pierwszy raz wsiadłem w A-grupową Toyotę Celicę, czułem się jak w kosmicznym urządzeniu, startował jak rakieta. Później siadając za kierownicą aut WRC, odnosiłem wrażenie, że każde kolejne auto jest coraz bardziej niesamowite. Dziś już niełatwo zrobić na mnie wrażenie. Jeżdżę wieloma, bardzo dobrymi samochodami, z pełnym przekonaniem mogę jednak powiedzieć, że w tej chwili najlepszym autem jest moje MINI. To najlepsze auto świata w rajdach terenowyc


Jako "użytkownik" dróg co Pan sądzi o polskich kierowcach?

Polacy są dobrymi kierowcami, muszą zaadoptować się do jazdy w trudnych warunkach pogodowych, po nierównych, wąskich drogach. Wciąż wiele do życzenia pozostawia niestety kultura za kierownicą. Na naszych drogach częściej jesteśmy świadkami agresji, niż uprzejmości. To bardzo złe zjawisko, często kierowcy traktują się nawzajem jak rywali. Pamiętajmy o uprzejmości na drodze aby podróż była bezpieczna dla Nas wszystkich.


W codziennej miejskiej jeździe jakie preferuje Pan auto?

Jako rajdowiec mam zupełnie inne oczekiwania w stosunku do auta, niż inni kierowcy. Zwracam szczególnie uwagę na walory trakcyjne auta, moc silnika i moment obrotowy. Ważna jest dla mnie również precyzja układu kierowniczego i neutralność w prowadzeniu. Przydaje się także napęd na cztery koła, taki samochód łatwiej się prowadzi i jest bezpieczniejszy. Oczywiście w wyborze samochodu każdy powinien kierować się własnymi potrzebami. Na co dzień jeżdżę samochodem sportowym, na podróże z rodziną wykorzystuje najczęściej SUV-y, doskonale pełnią funkcję auta rodzinnego. Bezpiecznie jeździ się nimi po dziurawych polskich drogach.

Na koniec wywiadu. Co poradziłby Pan młodym i niedoświadczonym kierowcom?

 Młodzi kierowcy przez pierwsze miesiące powinni jeździć z szczególną ostrożnością. Nie wolno dać się zwieźć poczuciu, że świetnie idzie, że już się wszystko umie. Najczęściej popełnianym przez młodych kierowców błędem jest przecenianie swoich możliwości. Moment, gdy uważamy ,że umiemy już wszystko jest najniebezpieczniejszy. Na tak krótkim kursie nauki jazdy można nauczyć się przepisów ale nie umiejętności i odpowiedzialności. Ja także cały czas się uczę, nigdy nie możemy wychodzić z założenia, że wiemy już wszystko.

Dziękuję za poświęcony czas. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 21 grudnia 2013
Wywiad z Andrzejem Koprem

Andrzej Koper - rocznik 1953, jeden z najlepszych polskich kierowców rajdowych. Największe sukcesy odnosił w latach 80. i 90. XX wieku. Kilkukrotny Mistrz Polski. Największy rywal Mariana Bublewicza. Pierwszy Polak, który wystartował w Rajdzie Paryż-Dakar. W 1995 roku zakończył karierę rajdowca. Jednak okazjonalnie startuje w wybranych imprezach.

W rajdach zadebiutował Pan samochodem marki Trabant. Jak wiadomo nie był to pojazd ze sportowym zacięciem. Mógłby Pan zdradzić jak udało się ulepszyć Trabanta? Jak Pana auto prezentowało się na tle ówczesnej konkurencji?

W tamtych czasach był tzw. współczynnik wyrównujacy szansę (stąd starty S. Zasady autem Steyer Puch o pojemnosci 650ccm ) więc Trabant nie był na pozycji straconej w Polsce. Konieczna była modyfikacja tylego zawieszenia i amortyzatorów . Był najtańszym autem a jako dwusów zdecydowanie lepszy , na próbach zręcznosciowych , od innych wiekszych aut , to też duży plus dla 20 latka bo wtedy tyle miałem lat...następnym moim autem był Fiat 126p...zdecydowanie wolniejszy od Trabanta, potem dopiero Zastawa 1100 i pierwszy tytuł Mistrza Polski w klasie...

W rajdach startował Pan samochodami różnych marek. Który model był Pana ulubionym?

Startowałem Trabantem, Fiatem 126p, Zastawa 1100p , Fiatem 128 sl , Renault 5, Renault 11, Lancia Delta, WV Golf gti , Subaru Impreza STI . Mam sentyment do Renault bo tymi autami osiągnałem najwięcej sukcesów ale oczywiście najlepszym autem rajdowym, którym jezdziłem to Subaru Impreza STI.

Dlaczego zakończył Pan karierę? Chociaż okazjonalnie można Pana spotkać na trasach rajdowych...

Przestałem startować w 1995 roku bo zaczęło mnie to, mowiąc szczerze, nudzić....miałem różne plany zawodowe i to było dla mnie priorytetem. Czasem startuję aby sobie przypomnieć jak sie kiedyś jeździło...tak dla przyjemności.

Był Pan uczestnikiem Rajdu Paryż-Dakar. Jak Pan ocenia nasze szanse w zbliżającej się edycji rajdu?

Tak, w 1991 roku wystartowałem w Pa-Da i nawet dojechaliśmy do mety w Dakarze. To byl jakiś koszmar i dziś się śmieję, że nie było innego wyjścia jak jechać dalej do jakiejś bazy, żeby coś zjeść i się napić bo nie bardzo wyobrażałem sobie pozostanie na pustyni lub kontakt z miejscowymi....Ale to była fantastyczna przygoda w Afryce. Nasze szanse w tym roku to: Krzysiek Hołowczyc, mam nadzieję, że "jeszcze nie zmęczony rajdami". Moze Adam Małysz zblizy sie do 10....Na tym rajdzie trzeba mieć dużo szczęścia.

Odchodząc od rajdów. Co Pan sądzi o próbach reaktywowania polskiej myśli motoryzacyjnej? Mam na myśli projekty: Arrinera oraz nowej Warszawy i Syreny.

Bardzo mi sie podobają te pomysły, jednak pewnie zabraknie kasy, żeby doszło do realizacji.

Na codzień jakim lub jakimi samochodami porusza się Pan po drogach?

Subaru Forester XT.

Ostatnie pytanie. Jakie jest Pana ulubione auto nierajdowe?

Subaru STI.

Dziękuję. 
 

 

 

środa, 09 października 2013
Wywiad z Januszem Kaniewskim!

Biografia:

Janusz Kaniewski, projektant, wykładowca Transportation Design w Istituto Europeo di Design w Turynie i Royall College of Art w Londynie. Współautor wielu europejskich i azjatyckich samochodów. Od 1999 roku projektuje m.in. dla Ferrari, Lancii i Pininfariny. Jest także autorem  butów narciarskich Hermanna Maiera, Stacji Benzynowej Roku 2012 Orlen w Gdańsku, wizerunku Fiata,  logotypu Ceramiki Paradyż, ciężarówek ekspozycyjnych firmy Koło, plakatu festiwalu Plus Camerimage 2013. Doradca prezydenta Gdyni ds. estetyki miasta, kurator i współorganizator festiwalu Gdynia Design Days 2012. Uznany za jednego z najbardziej kreatywnych (Brief) i innowacyjnych (Forbes) osób w Polsce. Pierwszy i jedyny nie-architekt w SARP. Angażuje się w kampanię Made in Poland. Jest także twórcą kampanii społecznej dla ONZ przeciw wykorzystywaniu pracy dzieci. Przy ulicy Widok w Warszawie, prowadzi autorską pracownię designu, architektury, wizerunku i projektowania strategicznego dla firm i osób prywatnych. Prywatnie projektant interesuje się grafiką, historią i muzyką. Jeździ zabytkowym, niebieskim Mercedesem. Jak sam przyznaje unika lansu. 

Studio autorskie:

Studio Janusza Kaniewskiego słynie z młodych i energicznych specjalistów oraz pasjonatów. Warszawska firma zatrudnia projektantów, konstruktorów, grafików, ilustratorów i architektów. Sprawne działanie studia zapewniają działy sprzedaży, desig management i PR. Firma znana jest z otwartości na współpracę z polskimi producentami, rzemieślnikami, inżynierami i uczelniami.  Strategiczne doradztwo studia polega na stałej i profesjonalnej opiece nad projektem na każdym etapie realizacji.

1. W 2012 roku w mediach, mówiono o Pana współpracy z firmą DZT Tymińscy z Lublina. Owa współpraca miała polegać na przestylizowaniu Honkera Cargo (niegdyś Pasagon). Na jakim etapie są prace?

Zaakceptowany model stylistyczny jest w biurze konstrukcyjnym, które opracowuje model 3D do wdrożenia i wybiera poddostawców poszczególnych elementów. Równolegle w zeszłym tygodniu zaczęły się prace nad restylingiem Honkera 4x4, na facebookowym profilu studia Janusz Kaniewski Design są pierwsze zdjęcia z jazd testowych obecnym modelem w Bieszczadach i na Słowacji.

 2. Pracował Pan przy takich samochodach jak: Ferrari California, Alfa Romeo Mi.To czy Citroen C4 Picasso. Czy obecnie ma Pan jakieś oferty współpracy od znanych producentów samochodów?

Tak, Ferrari.

 3. Co Pan myśli o dwóch rozwojowych, polskich projektach - nowej Warszawy oraz supersamochodu Arrinera? Czy od strony wizualnej te auta mogą się podobać?

Mogę kibicować polskim projektom, ale chyba nie wypada mi komentować ich dokonań.

 4. Media z branży motoryzacyjnej, często publikują rankingi najpiękniejszych lub najbrzydszych samochodów w historii. Dlaczego, doświadczeni producenci zaliczają wpadki stylistyczne?

Bardzo szerokie pytanie. Czasem to kryzys twórczy, a czasem zamierzone działanie marketingowe - trudno znaleźć miłośnika estetyki nowego SUVa Bentleya, ale też nikt nie ma wątpliwości, że to będzie bestseller, czyli z punktu widzenia producenta szpetota nie jest wpadką.

 5. W nawiązaniu do poprzedniego pytania. Jaki według Pana jest najpiękniejszy samochód na świecie? Czy ma Pan swojego faworyta? 

Citroen DS (z lat pięćdziesiątych). Przepiękna jest nowa Mazda 6, którą jeżdżę.

 6. W jednym z udzielonych przez Pana wywiadów, przeczytałem, że lubi Pan ciężarówki. Czy wielkie, służące głównie do pracy pojazdy mogą zachwycać stylistyką?

Proszę poprowadzić z gazem do dechy czterystuosiemdziesięciokonnego tira o zachodzie słońca w górach w Szwecji, przy "Beds are Burning" Midnight Oil na cały regulator. Design to nie tylko stylistyka.

 7. Zrobił Pan karierę poza granicami Polski, czy na horyzoncie widzi Pan kolejnych, uzdolnionych rodaków, którzy mogliby pracować np. dla Ferrari?

Tak, ale nie zdradzę kto to, bo wyłapuję ich i kształcę dla mojej pracowni.

 

Dziękuję za wywiad. Życzę dalszych sukcesów.

World of Cars poleca książkę Janusza Kaniewskiego “Design”, której premiera odbędzie 18 października. Zapraszamy również na dużą retrospektywną wystawę z okazji dwudziestopięciolecia pracy twórczej Janusza Kaniewskiego, która jest planowana w 2014 roku.

Polecamy stronę: www.januszkaniewski.com

https://www.facebook.com/JanuszKaniewskiDesign

 

 

poniedziałek, 05 sierpnia 2013
Wywiad z prezesem firmy Arrinera!!! (Tylko u nas)

Dzisiaj na łamach naszego bloga, wywiad z prezesem firmy Arrinera, Panem Łukaszem Tomkiewiczem. Przypomnijmy, że Arrinera odpowiedzialna jest za projekt polskiego supersamochodu Hussarya. 

World of Cars: Internauci są na pewno ciekawi, na jakim etapie znajdują się prace nad Arrinerą?

Tomkiewicz: Obecnie kończymy tworzenie jeżdżącej ramy, którą będziemy testować pod koniec sierpnia/na początku września. W testach będzie uczestniczył znany brytyjski konstruktor – Lee Noble. Nie jest jeszcze ustalone czy testy z jego udziałem będą się odbywać na terenie Polski czy też Wielkiej Brytanii. Równolegle jest prowadzone kilkanaście tematów, związanych z wytrzymałością ramy, wahaczy, półosiami, wydechem, wnętrzem, nadwoziem, skrzynią biegów, zawieszeniem, układem hamulcowym, hamulcami aerodynamicznymi itp. 

World of Cars: Dlaczego Państwa strona internetowa arrinera.com nie jest aktualizowana od sierpnia 2012 roku? 

Tomkiewicz: Strona nie była na bieżącą aktualizowana, ponieważ wyższy priorytet miały bieżące wydarzenia oraz kwestie techniczne. Po zakończeniu procesu budowy ramy i testach mamy zamiar zaktualizować informacje. Osobna kwestia to wielkość zespołu i ilość zadań do wykonania. Pomimo wytężonej pracy, często przez 7 dni w tygodniu, nie jesteśmy w stanie zagwarantować np. bieżącej aktualizacji strony www w czterech językach.

World of Cars: Czy sprawa zniesławienia Państwa firmy przez dziennikarza Jacka Balkana została już ostatecznie zamknięta?

Tomkiewicz: Nie, wręcz przeciwnie. Sprawa jest rozwojowa i potrwa jeszcze
zapewne kilka lat. Czekamy z niecierpliwością na sprawę karną przeciwko panu Jackowi Balkanowi, choć pomimo upływu roku czasu nie odbyła się ani jedna sprawa. Ostatnie dwie rozprawy także się nie odbyły, i to bynajmniej nie z naszej winy. Akt oskarżenia liczy aż kilkadziesiąt stron, to pokazuje skalę kłamstw pana Jacka Balkana. Ten pan, niestety nie skontaktował się z nami przed opublikowaniem swojego filmu. Swoje kłamstwa opublikował nie tylko w Polsce, ale także wysłał do zagranicznych mediów, przez co nieprawdziwe informacje na temat Arrinery można znaleźć praktycznie w każdym języku. 

Zaszkodził projektowi Arrinery na niespotykaną skalę, na czym stracili także akcjonariusze, można o tym poczytać na forach dyskusyjnych. Gdyby sprawa wydarzyła się np. w USA to prawdopodobnie wyrok sądu spowodowałby, że pan Jacek Balkan, za taką ilość kłamstw jakie opublikował później na swojej stronie na Facebooku, poniósł by bardzo wysoką karę finansową. Niestety w Polsce na tak surowy wyrok nie można raczej liczyć. Na szczęście po upływie ponad roku większość osób już zauważyła, że to co było przez pana Jacka Balkana publikowane ma się nijak do rzeczywistości. Proces karny jest tak bardzo istotny, gdyż ostatecznie pokaże jak wielką ściema był jego materiał filmowy i wpisy w Internecie. Jesteśmy do niego oczywiście doskonale przygotowani i dysponujemy w sumie ponad 2 terabajtami (dwa miliony megabajtów) dowodów, które ostatecznie udowodnią kto mówił prawdę a kto kłamał. Zdajemy sobie doskonale sprawę, że są w Polsce jeszcze osoby, które sądzą, że pan Jacek Balkan mówił prawdę, ale wystarczy żeby odwiedziły one nasz firmowy blog ( www.arrinera.blogspot.com ) oraz stronę na Facebooku ( www.facebook.com/arrinera.automotive ) aby rozwiały się ich wątpliwości. 

Zbliżające się testy ramy oraz dalszy rozwój projektu będzie ostatecznym dowodem na to, że projekt Arrinera ma się dobrze oraz, że trwają intensywne prace na tym, żeby wdrożyć supersamochód Hussarya do produkcji.

World of Cars: Czy samochód stylistycznie i technicznie (m.in. silnik) będzie mocno się różnić od zaprezentowanego prototypu?

Tomkiewicz: Pod względem stylistyki różnice będą duże. Nowa stylistyka jest
oparta w dużej mierze o zaawansowaną aerodynamikę (profesjonalne badania aerodynamiczne zostały wykonane przez Politechnikę Warszawską). Będą zastosowane m.in. hamulce aerodynamiczne oraz nadwozie i podwozie zostało specjalnie ukształtowane dla jak najbardziej optymalnego przepływu powietrza. Pod względem właściwości aerodynamicznych Arrinera Hussarya nie będzie w niczym odstawała od innych supersamochodów. Chcieliśmy także, aby stylistyka wersji produkcyjnej była bardziej nowoczesna. Design w motoryzacji zmienia się bardzo szybko – my również chcemy się rozwijać w tej kwestii. Design wersji produkcyjnej można zobaczyć na naszej stronie internetowej. Po względem technicznym zostaną użyte inne i lepsze podzespoły, skrzynia biegów – CIMA (stosowana także w hipersamochodach Pagani i Koenigsegg), jednostka napędowa – GM, o mocy co najmniej 650 KM. Budując prototyp zdobyliśmy wiedzę na temat rozwiązań, które możemy zastosować w wersji produkcyjnej, a które wymagają udoskonalenia. 

World of Cars: Kiedy możemy spodziewać się seryjnej produkcji Arrinery?

Tomkiewicz: Planujemy, iż samochód wejdzie do produkcji w drugiej połowie 2014
roku. Auto będzie produkowane w SILS Centre Gliwice, którego profesjonalizm i perfekcja jest gwarancją precyzji i wysokiej jakości. 

Zachęcam do odwiedzenia naszego blogu i strony na FB, gdzie znajduje się dużo więcej ciekawych informacji: 

http://arrinera.blogspot.com

www.facebook.com/arrinera.automotive 

Dziękuję za udzielone odpowiedzi.

 

 

 

 

bloggin.pl
zBLOGowani.pl